Smutne podsumowanie lata

I serce mnie boli patrząc na te zmarnowane ciepło, którego nie przyjęłam. Oczy mi łzawią na myśl, że słońce świeciło tak mocno  a ja byłam zamknięta za szkłem, przed monitorem tylko po to by zarobić na cokolwiek. Ale po co mi pieniądze, gdy tego pięknego słońca już nie będzie? Przez rok cały teraz będę żałować i czekać do następnego lata, które pewnie znowu przepracuję i znowu będę płakać do tego ciepła, którego już nie poczuję.

Dorosłość sucks.

 

Zuzia

Idąc pod prąd – czyli dwa „inne” filmy na majówkę

Nie da się zliczyć absurdów i nielogiczności na tym świecie. Gdyby się dłużej zastanowić jest ich więcej niż tych spraw, które działają w sposób normalny, naturalny. Kto jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy? Można zaryzykować stwierdzenie, że winny jest system – kapitalistyczny, socjalistyczny, komunistyczny, nacjonalistyczny – nie chodzi o nazwę, chodzi o sam fakt istnienia systemu.

Czy da się przed systemem uciec? Działać przeciwko niemu lub po prostu działać równolegle po swojemu?

Temat ten jest często podejmowany przez pisarzy, artystów, muzyków (tak przecież powstał Punk). Chciałabym jednak zwrócić waszą uwagę na dwa filmy z ostatnich lat, które przedstawiają próbę ucieczki od systemu.

Pierwszym z nich jest film „Szklany Zamek” (2017)

Film w reżyserii Dustina Daniela Crettona opowiada historię opartą na faktach – dzieje rodziny żyjącej „na walizkach”, której głową rodziny jest alkoholik starający się uciec przed przeszłością i iść pod prąd. Wraz z żoną, artystką i czwórką dzieci mieszkają w samochodzie i prawie nigdzie nie zostają na dłużej niż kilka miesięcy. Historia pokazana jest oczami drugiej co do wieku córki z perspektywny dorosłej już kobiety.

Film zmusza do refleksji nie tylko nad współczesnym sposobem życia, ale również nad definicją miłości, rodziny i szczęścia.

Kolejnym filmem jest Capitan Fantastic (2016)

Samotny ojciec próbuje wychować dzieci z dala od współczesnego, zepsutego świata. Zamiast posyłać dzieci do szkoły uczy ich samodzielnie – za pomocą książek oraz obcowania z naturą. Zmuszony przez okoliczności losu wraz z dziecmi wraca do realnego otoczenia.

Również w tym filmie mamy do czynienia z próbą polemiki z obecnym systemem. Na ile jest on przydatny, co wpaja nam w umysły , co jest dla współczesnych ludzi wartością nadrzędną.

Świetnie odegrany i niesamowicie poruszający film.

Korzystając z chwili wolnego, jaką jest majówka, polecam zapoznanie się chociaż z jednym z zaproponowanych obrazów. Są fajnym punktem wyjścia do dyskusji i do lepszego poznania osób nam bliskich, zobaczeniu problemu (lub jego braku) z punktu widzenia innej osoby.

Pozdrawiam,

Zuzanna K.K.

Biedne życie

Biorę te oto stronę na świadka, że pisać czasem chcę, ale wcale mi nie idzie. Różne rzeczy by chciał człowiek sobie napisać: listę z zakupami, pracę zaliczeniową, przemowę za Oscara, książkę, testament. Ale zawsze czegoś braknie. Czasem pamięci, czasem weny, czasem osiągnięć, czasem talentu pisarskiego a czasem zbliżającej się daty śmierci co by dodała lekko skrzydeł. I tak człowiek w kropce z czystą stroną siedzi. Ona patrzy niemiłym wzrokiem bo goła jest a gdy tak nad nią ślęczysz to w zakłopotanie wprawiasz. Biedna ona, biedny ty, biedne życie gdy nie idzie.

Pozdrawiam,

Zuzia

Opowieści mało romantyczne

Trudno było opisać ją w jakikolwiek sposób. Najbezpieczniej było powiedzieć, że tworzą ją okoliczności. Bez nich jej osobowość nie istniała. Nie można jednak uznać, że zakładała maski odpowiadające każdej sytuacji, nie, o tym nie było mowy. Chodziło bardziej o jej unikatowy sposób postępowania w danej chwili, w danej sytuacji. Potrafiła się odnaleźć w każdej, ale w każdej na inny sposób. Można było sobie bez problemu wyobrazić ją w pociągu transsyberyjskim w wagonie pełnym obcokrajowców,  w środku zainteresowania lub na widowni wiekowej opery, niewzruszoną na piękno przedstawianej sztuki; można ją było sobie wyobrazić w gniewie, który pochłaniał ją dosyć często lub w skrajnej emfazie spowodowanej nic nie znaczącym dla innych faktem. Jednak jaka była gdy nic nią akurat nie wstrząsało było zagadką dla niejednego człowieka, nikt jednak nie był odważny na tyle, by podjąć się zadania odszyfrowania jej niejasnej okolicznowości.

by Zuzanna Kinga Kwiatkowska

all right reserved, do not copy without a permission

 

Czego nie lubię w języku angielskim?

Okej, język angielski jaki jest każdy widzi. Widzi dosłownie wszędzie. W internecie, gazecie, na ulicy, na tapecie, a nawet i często na skarpecie (nawet tam są piękne, motywujące sentencje, najczęściej własnie, w języku angielskim).

Sama angielski trochę poznałam. Polubiłam, czasem nawet aż czuję do niego coś więcej (ale i tak to język włoski jest moją pasją, spokojnie). Mimo wszystko jest w nim kilka rzeczy, których wręcz NIENAWIDZĘ. I pragę się z wami nimi podzielić

  1. Zapis wyrazów 

To, że inaczej się mówi i inaczej się pisze wielkim utrudnieniem nie jest. Wiele języków tak ma, w języku polskim występują zbitki liter (nasze słynne szeleszczące ‚sz’ i ‚rz’ i inne dwuznaki), które czytamy w specyficzny sposób. Istnieją jednak zasady… Wiele języków romańskich też ma inny zapis i wymowe, jednak tam też istnieją zasady (tak, tak, nawet owe istnieją we francuskim) a w języku angielskim niestety ich brak. Niektórzy silą się na wyodrębinienie „dominujących” zasad, jednak reguły mają się za nic gdy wyjątków jest więcej niż przykładów je potwierdzających. Wiem, że wynika to ze specyfiki języka angielskiego – ewoluwał on na przestrzeni wieków na tyle, że tylko garstka nativów nie ma problemów ze zrozumieniem sensu zapisów w języku staroangielskim. Obecny język angielski jest mieszanką staroangielszczyzny, łaciny, języka niemieckiego, francuskiego, greki a nawet rosyjskiego (istnieją też słowa, które zostały zapożyczone z języka polskiego!). To wszystko sprawiło, że zapisy, które są zawsze bardziej konserwatywne, pozostawały niezmienione, za to język mówiony zmieniał się, zanikały dźwięki, słowa były modyfikowane i tak wymowa jakiegoś nie pokrywała się w ogóle z jego kopią pisaną. Jestem słuchowcem, dlatego ta rozbieżność bardzo źle wpływa na moją pisownie w języku angielskim.

Nie można również zapominać, że często wyrazy mają nie jedną, lecz dwie LUB trzy różne formy zapisu. Najczęściej róźnią się zapisy między wersją brytyjską a amerykańską. Sama używam częściej form amerykańskich bo każdy kto mnie zna, wie jaki mam stosunek do języka. Największym mankamentem jednak jest, że w szkołach polskich pojawiają się słowa zarówno w zapisie brytyjskim jak i amerykańskim, przez co często je mieszamy nie będąc nawet tego świadomym…

Dla tych co nie wierzą, że w języku angielskim nie ma żadnych zasad polecam video (w rozwinięciu pod filmem znajdziecie tekst wierszyka)

2. Wysławianie brytyjskiej wersji języka angielskiego

Okej, wiem, że jestem w mniejszości, zdążyłam to zauważyć. W naszym kraju najważniejszą wersją języka angielskiego jest ten z wysp. Może spowodowane jest to tym, że mnóstwo naszych rodaków emigruje, może tym, że na każdej nawet wiosce, na każdym PWSZ-cie dostępna jest filologia angielska, gdzie uczy się wspaniałego Royal English, nie wiem. Wiem za to, że nawet w USA  brytyjski jest uznawany za ten ze sfer wyższych, JEDNAKŻE, to Stany Zjednoczone są krajem przodującym w dzisiejszym rozwoju, będący przykładem dla wszystkich innych. Ameryka to symbol postępu, wolności (no i przemysłu zbrojeniowego, ciii). To językiem amerykańskim posługuje się wiekszość ludzi mówiących po angielsku. Wielka Brytania wymiera, wymiera też brytyjska wymowa.  Zwolennicy brytyjskiego w rozmowach ze mną zaznaczają, że przecież to on jest kolebką całego języka angielskiego. Trudno się z tym nie zgodzić, w końcu to pielgrzymi na swym statku przytargali go do Ameryki, ale tam angielski został odcięty od świata, niezależny. Brytyjczycy na wyspach narażeni byli na ciągły kontakt z innymi kulturami, sami podbili przecież pół świata, przez co język ten ewoluwał i ewoluwał (co już jest w pkt 1.) zatracając wiele swoich cech, które niemniej ostały się w… języku amerykańskim. To GA nie RP jest bardziej podobny do języka Williama Shakespeare’a. Wytrącenie się ‚r’ oraz utworzenie się dyftongów środkujących to wynik zmian w języku. Ameryka będąca w pewnym sensie ‚odcięta’ od reszty świata zachowała to w swym języku i to amerykański, nie brytyjski jest bardziej podobny do owej ‚kolebki’ o której wspominają zwolennicy wyspiarstwa. Kolejnym arguentem dla mnie ważnym jest to, że amerykański jest zwyczajnie prostszy, bardziej logiczny dla nas Polaków. Ich spelling jest uproszczony a czasy bardziej odpowiadają naszemu polskiemu pojmowaniu następstw i uprzedności.

 

3. Articles & kwestia nauki gramatyki 

Kolejna rzecz, która mnie denerwuje w angielskim to rzeczy, których w języku polskim po prostu nie ma, czyli np. ‚articles’. Rodzajni to nic dziwnego dla języków romańskich i germańskich, jednak dla mnie nadal pozostaje to wielką zagadką. Okej, są zasady, ale nigdy nie potrafię ich zapamiętać. Ogólnie gramatyka angielska nie należy do najtrudniejszych, osobiście uważam, że większą trudność może sprawdzić włoska gramatyka niż angielska, jednak polski system edukacji języka obcego sprawia, że często nigdy dobrze nie opanujemy angielskiej gramatyki. Czemu? Bo zaczynamy się uczyć regułek, zasad gdy jeszcze nie jesteśmy w stanie ich zrozumieć. Człowiek nabywa umiejętność rozumienia gramatyki dopiero około 12roku życia, my już jednak w podstawówce jestesmy uczeni czasowników nieregularnych, użycia czasów, zasad „articles”. Owa wiedza jest potem powtarzana, jednak na zasadzie ‚to już było, więc tylko przypomnimy co nieco” i leci się dalej. Dla mnie to zgubne i straszne i powinno to się zmienić. Jednak programów nie piszą dydaktycy, tylko specjaliści z danych dziedzin. Ciekawe kiedy w końcu ktoś się zorientuje, że to totalnie nie działa. Polska szczyci się, że tu wszyscy mówią po angielsku (przynajmniej ja spotkałam się z tym zdaniem wśród wielu dumnych z tego równieśników) ale angielski ten nie ma ładu i składu. Dogadać można się znając podstawy, bez znajomości gramatyki, ale czy nie lepiej zrobić coś dobrze, tak żeby każdy nauczył się raz a na całe życie?

4. Nikt nie docenia tego, że znasz angielski

O tak, to bardzo wkurzająca rzecz w języku angielskim – to, że nikt nie docenia tego, że dobrze go znasz. W obecnym świecie, jak na samym początku wspomniałam, angielski wymagany jest wszędzie. Gdy ubiegasz sie o pracę bez angielskiego ani rusz. Super. Co mnie jednak denerwuje to to, że nikt już nie traktuje go jako języka obcego, uważa się go za must have. Czasem, gdy ktoś pyta mnie iloma językami obcymi się posługuję mam ochotę odpowiedzieć, zgodnie z prawdą, ‚dwoma’, zaliczając do tego angielski, niestety często odpowiadam, że z obcych to znam włoski, bo angielski już językiem obcym nie jest.  Ale czemu mnie to denerwuje? W sumie to dobrze, że tak jest, bo wymagania są co do społeczeństwa większe. A mnie to wpienia bo nikt nie rozróżnia czy ktoś angielski zna dobrze czy tak sobie. Przez to braknie mi czasem motywacji do poszerzania mojej wiedzy bo nie widzę efektów. Bo widze, że osoby które posługują się nim fatalnie stają się nauczycielami tego języka. Serce mi krwawi, rozum odmawia przyjęcia większej dawki angielszczyzny a ja sama zastygam nie rozwijając się.

pozdrawiam,

smutna lingwistka

 

O miłości – nie piszę

Miłość, piękne, zwięzłe słowo. Ile ludzi, tyle definicji. Ile istnień, tyle znaczeń. Ile osób, tyle doświadczeń. Nic dziwnego, że tak liczni podejmują próbę opisania miłości – w końcu to nieodłączna część naszego żywota.

Ja mam jednak pewną zasadę- o miłości nie piszę. Dlaczego? Bo mi nie przystaje.

Mając 20lat mam na koncie wiele sromotnych porażek w starciu z uczuciami. Uważam, że nie mam prawa opisywać czegoś co doświadczyłam w tak pobieżny sposób. Jestem osobą, która dłużej otrząsa się po utracie ukochanej postaci literackiej oraz dłużej wychodzi z „książkowego kaca” niż z utraty kogoś, kogo podobno kochałam.

Nie wiem, czy wypaczył mnie świat. Nie wiem, czy wypaczyłam siebie sama. Trudno mi to orzec. Uwielbiam pisać, szczególnie wiersze, jednak każda próba stworzenia czegoś godnego uczucia jakim jest miłość wychodzi mi płasko, blado i niemrawo.

Co to za poeta który nie umie pisać o miłości? Wydaje mi się, że kiepski.

Pozdrawiam,

kiepski poeta

Wenezuela

Będąc częścią społeczności internetowej napotykam przeróżnych ludzi z każdej strony świata. Ich postrzeganie codzienności jest zawsze inne, w zależności skąd pochodzą. Ich życie wygląda inaczej. Ostatnimi czasy natknęłam się na pewną dziewczynę z Wenezueli. Nigdy wiele o Wenezueli wiele się nie uczyłam, nigdy nie stanowiła obiektu moich zainteresowań, jednak w ostatnim czasie ciężko jest obok niej przejść obojętnie. Czy ktoś ma pojęcie czemu?

Nasze polskie media nigdy nie należały do czołówki jeśli chodzi rzetelność, jakoś przekazu czy dociekliwość dziennikarzy. Jak powszechnie wiadomo, od ostatnich wyborów o informacje czyste, bez manipulacji w żadną stronę są już zupełną rzadkością (nie chodzi mi tylko o rządowe tuby, obie strony ciągną we swoje). Zawsze jednak miałam wrażenie, że WIEM przynajmniej co mnie otacza, co się dzieje w innych krajach, jakie ruchy dominują, na co być przygotowanym. Nie mam telewizora, nie oglądam telewizji, ale jak już wcześniej wspomniałam, od internetu nie uciekam i szukam w nim wiele informacji korzystając z różnych serwisów. Wielkim odkrywcą newsów nie jestem, mnóstwo mnie nie interesuje, ale mam ogólny ogląd tego, co jest na głównych stronach: a to Lewandowski z żoną i dzieckiem, a to Prezes i jego najnowszy pomysł, a to Antoni i nowe helikopterki, a to Prezydent i referendum, a to wojska na granicy Białorusi, a to odstrzał dzików, a to wpadka Ministra Spraw Zagranicznych, a to zła Francja co na nasz kraj bluźni, a to Donald Trump bawiący się atomówkami razem z Koreą Północną – więc zawsze ręka na pulsie. Wszystkie te informacje mogłabym wrzucić do kosza i to dla niego byłaby największa kara. Kogo to obchodzi? Zwykła sieczka, która w 90% i tak się nie sprawdzi, i tak nie jest prawdziwa, i tak summa summarum wyjdzie inaczej.

Wracając jednak do tematu – nie widziałam, aby na pierwszej stronie serwisu internetowego w ostatnim czasie pojawiła się informacja dotycząca obecnej sytuacji w Wenezueli. Jeżeli jestem aż tak ślepa – wybaczcie. Oczywiście sprawdziłam, i tak, pisze się o Wenezueli w naszych mediach, jednak nigdy na widoku.

Obecnie w Wenezueli, kiedyś jednym z najbogatszych krajów Ameryki Południowej, panuje chaos. Bezapelacyjna większość obywateli nie zgadza się na politykę obecnego rządu. Waluta tego kraju jest w ruinie. Obywateli nie stać na jedzenie. Opozycja została zlikwidowana przez obecnego dyktatora. Ludzie wychodzą na ulicę, trwają ciągłe zamieszki.

Nie posiadam szczegółowej wiedzy na temat kondycji tego kraju, wiem jednak, że jest źle. Odsyłam was do filmiku w języku angielskim, aby trochę rozjaśnić o co chodzi:

 

Pozdrawiam i życzę dociekliwości,

Zuzanna